Cuda
Listopad 2009 | Moralność, Teologia
Historia zna wiele podań, według których nie jedno życie uratowała… wiara, zwłaszcza w przypadkach, kiedy medycyna była bezradna. Lekarze często spotykają się z przypadkami, kiedy ludzie, którzy nie mieli najmniejszych szans na wyzdrowienie, jednak odzyskiwali dobrą kondycję. O takich wypadkach medycy mówią wprost: „cud”. Nie potrafią ich inaczej wyjaśnić. Często też wiara odmienia ludzkie życie na tyle, że ratuje człowieka od upadku i samozniszczenia. To właśnie religia odwiodła wielokrotnie na przykład narkomanów od autodestrukcyjnych działań. Powstrzymała przed niszczeniem samego siebie. Ludzie ci często sami z chęcią opowiadają o swojej historii i potrafią wskazać konkretny moment swojego życia, kiedy doznali olśnienia i wiedzieli już na jakie tory przestawić swoje jestestwo. Pocieszająca jest myśl, że religia stwarza nie tylko fanatyków, pragnących unicestwić wszystko, co nie podziela ich przekonań, ale i ludzi, którzy potrafią mówić o swojej wierze z prawdziwą radością i żarem, skłonnym porwać za sobą innych niedowiarków.
Podobno Watykan każdego dnia otrzymuje z całego świata doniesienia o domniemanych cudach. „Podobno”, bo o tym nie mówi się głośno. Co dziwne, głośno nie mówi się również o tych, które Kościół uznaje. Poza faktem stwierdzającym ich autentyczność, właściwie niewiele faktów zostaje przekazanych do publicznej wiadomości. A szkoda. Wierni chyba mają prawo wiedzieć, jak to z tymi cudami jest naprawdę. Zresztą ostatnio jest ich jakoś tak mniej. Z całą pewnością ktoś kiedyś poczynił już badania lub przynajmniej obserwacje badające zależności między miejscami występowania cudów, a stopniem religijności danego społeczeństwa. Hołdując spiskowej teorii dziejów, można by pomyśleć, że to nie cuda wspierają religię, ale religia, by wzmocnić swój autorytet i pozyskać wiernych, „tworzy” cuda. Niewyjaśnione zjawiska dzieją się zapewne w istocie, ale nie muszą mieć charakteru religijnego. Ich interpretacja również może być daleka od prawdy. A może po prostu jest tak, że nie potrafimy jeszcze, jako ludzkość, właściwie ich ocenić i postrzegać.